Aż 70,4 proc. narzeczonych decyduje się na wspólne zamieszkanie przed ślubem, a kolejne 13,8 proc. ankietowanych zamierza wkrótce to zrobić – wynika z badań przeprowadzonych na Uniwersytecie Łódzkim.
Ciąg_dalszy_artykułu_TUTAJ

Nie trzeba być prorokiem, żeby wiedzieć, że niżej rozciągała się wcale nie krótka dyskusja przeciwników i zwolenników. To prawda, że przyzwolenie rodziców potęguje taki stan rzeczy, lecz wydaje mi się, że dzisiejsi młodzi są po prostu mądrzejsi niż byli ich dziadkowie
i pradziadkowie. Chcą próbować żyć razem, niż obudzić się przysłowiowo z ręką w nocniku po fakcie. Nie będę się długo rozwodzić, opowiem Wam tylko o krótkiej rozmowie z moją kochaną babcią.

Dziś po parudziesięciu latach wspólnego pożycia małżeńskiego z moim dziadkiem, które raz było gorsze raz „bardziej gorsze” zapytałam ją, czy gdyby mogła cofnąć czas po raz kolejny wybrałaby właśnie jego. Opowiedziała mi historię, o której nigdy nie słyszałam i choć wiedziałam, że dziadek lubi rządzić i jest porywczy, nie myślałam, że mogło to dotknąć właśnie moją rodzinę. Przejdę do rzeczy.

Poznała go na weselu. Był taksówkarzem. Jak wiadomo, albo nie wiadomo (mi wiadomo nie było, ponieważ nie żyłam w tych czasach) taksówkarz bagażówki był bardzo dobrym kandydatem na męża. Nie umiem sobie tego wyobrazić, ale prawdopodobnie chodziło o to, że tacy ludzie zawsze mieli dostęp do towarów, których nigdzie nie było lub było ich mało. Bardzo często zdarzało się nawet, że klienci płacili przedmiotami, a nie bezwartościową gotówką. Tak więc przypadek chciał, że dziadek wziął z drogi moją babcię kilka dni po weselu i tak właśnie zaczęli się spotykać. Jako, że chciał się wyprowadzić i kupił działkę, ślub odbył się po 3 miesiącach. Wybudowali dom i okazało się, że dziadek lubi popić. Gdy moja babcia zrobiła prawo jazdy, melanże zdarzały się coraz częściej. Jak mi się później przyznała, to właśnie dlatego szybko przestała siadać za kierownicę samochodu. Wolała dmuchać na zimne. Dziadek przeniósł się na osobówkę, kupił nową syrenkę, którą szybko potem rozbił w trakcie jazdy po pijaku. Później urodziła się moja mama, ciocia a życie toczyło się dalej. Aktualnie dziadek choruje i trzeba się nim opiekować. Obiecywała na dobre i na złe, ale kto wiedział, że za troskę będzie wyzywana i niedoceniana. A babcia, jak to babcia, istota anioł.

„A ja jestem przeciwna mieszkaniu razem przed ślubem. Jak można sprawdzać kogoś, kogo kochasz? Przed nami całe wspólne życie i masa czasu na naukę bycia razem. Sprawdzać to można nową parę butów zaraz po zakupach a nie człowieka  aha i takie życie na kocią łapę żadnej gwarancji trwałości małżeństwa nie daje. Rozwody zalezą i tak od samych ludzi.” pozwoliłam sobie zacytować

Lecz moim zdaniem tu nie chodzi o sprawdzanie nowej pary butów.. Chodzi o to, że wolałabym wiedzieć jak będzie, gdy zostanę z tą osobą 24h/dobę, 7 dni w tygodniu. Czy będziemy umieli żyć razem i po prostu przetrwać przy codziennym sprzątaniu, gotowaniu czy rozdzielaniu pieniędzy. Gdy znudzimy się sobą, przy nieporozumieniach czy innym zdaniu o wychowaniu psa. Wolę się nie zdziwić po ślubie, że tak naprawdę mój Ukochany jest bałaganiarzem, dzieciakiem, którego trzeba pilnować czy pijakiem. Co potem? Będę wysłuchiwała, że ślub na dobre i na złe? Że wiedziałam co robię i teraz muszę sobie poradzić? TERAZ po roku mieszkania razem planujemy ślub. I wiem, że jest najuczciwszą i najbardziej opiekuńczą osobą, którą znam i cokolwiek nas spotka – damy radę. Przeciwnicy wczesnego mieszkania razem to przeważnie osoby, które nigdy tego nie spróbowały – i jeśli ta Pani miała takie szczęście, że Mąż Jej okazał się fantastycznym partnerem to tylko się cieszyć, bo niektórzy nie mieli takiego szczęścia.

Fakt w życiu nigdy nic nie wiadomo, ale wiem, że mam osobę, która będzie chciała walczyć w razie problemów…

Pozdrawiam, i chętnie wysłucham Twojego zdania, Lusia.