Często w dzienniku telewizyjnym słyszymy jak to społeczeństwo polskie staje się niewrażliwe na innych, którzy potrzebują pomocy. Jeszcze niedawno było głośno o kobiecie umierającej na chodniku, dziś czytałam o pewnej pani, która prosiła, aby pomóc jej przejść kilka metrów, gdy nastąpił tzw. rzut choroby. Miała stwardnienie rozsiane a strach coraz bardziej ją paraliżował. Ja natomiast z pewnością mogę powiedzieć, że to nieprawda! Ludzie wcale nie przechodzą obojętnie, wcale nie udają, że nie widzą, wręcz przeciwnie, nie idzie się od nich odpędzić.

Wybrałam się dziś na krótki spacer z moją Miką. Pierw podeszła do nas pewna pani z pytaniem, gdzie kupiłam psa: ,,w hodowli? a niech pani powie gdzie, daleko?” Po udzieleniu odpowiedzi spytała: „a za ile?” Zaczęłam się zastanawiać, czy się nie odwrócić i po prostu sobie nie pójść. Owszem, ja rozumiem, że słodki, że chciałoby się przytulić lub zabrać ze sobą, lecz o pewne rzeczy po prostu się nie wypada pytać. To tak jakbym na szybie samochodu wywiesiła kartkę: Uwaga! W bagażniku torba z pieniędzmi”. (Westy stają się ostatnio bardzo modne i często słychać o porwaniach, nawet z własnego ogródka!) W sumie potrafiłabym jeszcze zrozumieć gdyby zasugerowała, że też chciałaby takiego kupić, mogłabym udzielić więcej informacji, lecz nie wypytywać i ciągnąć za język, widząc, że mi wcale nie uśmiecha się odpowiadać.

Następna zbliżała się do nas młoda matka z małym chłopczykiem. Wiedziałam, że nie będzie łatwo. Kobieta zniżyła się do poziomu psa i zaczęła go wołać: „no chodź tu”. Co ciekawe chłopczyk mało zaintersowany tuptał w stronę wejścia do bloku. Pies był na smyczy, więc ja w jedną stronę, on w drugą. Nie wytrzymałam.. Mówię pani grzecznie: „bardzo proszę nie głaskać”. Mika jest jeszcze szczeniakiem, nie chcę, aby biegła do każdego skacząc z radości. To dla bezpieczeństwa psa oraz dla ludzi, którzy nie życzą sobie takiego rodzaju zachowania. Pani nie odpowiedziała, wyraźnie poczuła się urażona. Wstała i w szybkim tempie zniknęła nam z oczu. Czasami zastanawia mnie brak kultury. Rozumiem, że dziecko mogłoby podbiec do psa i chcieć pogłaskać, lecz osoba dorosła mogłaby chociaż spytać, czy można. Początkowo mówiłam, aby tego nie robić, bo Mała nie ma wszystkich szczepień, po czym doszłam do wniosku, że nie będę się tłumaczyła. Nie kupiłam psa, by został maskotką osiedla.

Na każdym spacerze spotykam wielu ludzi i z pewnością mogę powiedzieć, że z psem w ręku szybciej nawiązuje się kontakty z nieznajomymi. A ta rasa  tak ma, kocha wszystko co się tylko rusza.

Ludzie gwiżdżą, wołają, a w trakcie nauki chodzenia na smyczy nie jest to ułatwieniem. Nie jestem też bez serca, owszem gdy ktoś spyta, pozwalam pogłaskać, wtedy nawiązuje się przeważnie dłuższa rozmowa. Łatwo zauważyć, że ma się wtedy do czynienia z osobą kochającą te zwierzęta, ale jest to niestety rzadkość.

Także podsumowując.. Gdybym zasłabła na chodniku z Miką na smyczy pewnie zwrócono by na mnie uwagę. Nie wiem tylko czy po to, aby mi pomóc, czy by pogłaskać psa.. A powyższy problem niestety nie dotyczy tylko mnie, ale i innych właścicieli Westów. Początkowo tego nie rozumiałam, teraz już wiem.

Pozdrawiam, Mika i Lusia.