Minęła sesja i nareszcie było trochę dni wolnych. Pojechałam z moim partnerem odwiedzić rodziców. Miałam spędzić parę dni z dala od stresu, pojeździć na desce, wykorzystując ostanie opady śniegu. Pech chciał, że złapałam przeziębienie. W tym roku wyjątkowo szczepiłam się na grypę, co chyba mi pomogło, bo ominęła mnie wysoka gorączka. Wprawdzie nie wiem ile grypa z przeziębieniem ma wspólnego, pewnie niewiele. Skróciłam pobyt u rodziców i wróciłam do domu, aby szybciej wyzdrowieć.

Niestety, na następny dzień spuchła mi warga (tak wielkiego „zimna” to jeszcze nie miałam), a na dodatek (podejrzewam, że przez obolałe migdałki) spuchnął mi policzek. Jako, że od tego tygodnia zaczynają mi się studia, postanowiłam czym prędzej wybrać się do lekarza. Jak wiadomo w tych miesiącach kolejki są ogromne! Ja na dodatek złego, musiałam wrócić do rodziców, ponieważ tam była moja przychodnia. Przy okazji trafiłam na weekend, więc na najbliższy termin mogłam liczyć dopiero w poniedziałek.

Udało się! Mama zadzwoniła z samego rana zarejestrować mnie i było miejsce! Poniedziałek 14.45. Ponieważ nie było szans, abym w tym samym dniu wróciła do domu, umówiłam się na 12.00 ze znajomą, której dawno nie widziałam. Nagadałyśmy się, po czym stwierdziłam, że muszę się zbierać. Oszacowałam sobie odwiezienie jej do domu i dojechanie do lekarza na lekko 15 min, tak więc zbytnio się nie śpieszyłam. Zapomniałam jednak o korkach popołudniowych i przyznam się.. zagadałam się trochę, gdy znajoma wysiadając poprosiła jeszcze o moją opinię.

- „Gdyby jeszcze było gdzie zaparkować” – denerwowałam się w myślach.

W taki właśnie sposób w poradni byłam po 15-stej. Musiałam jeszcze wydrukować sobie numerek i poczekać, aż po 10 minutach nadejdzie mój czas podejścia do rejestracji. Inaczej Cię przecież nie obsłużą.

- Byłam umówiona na 14.45 do lekarza rodzinnego – dyszę – wiem, wiem spóźniłam się trochę, korki były.

- Spóźniła się pani pół godziny. Ja nie wiem czy lekarz jeszcze jest.

No i masz! Nie dość, że ja NIGDY, przeNIGDY się nie spóźniam, to jeszcze byłam umówiona jako ostatnia!

- Cóż mogę Panią umówić na jutro – przerywa moje rozmyślenia pielęgniarka.

Tak więc nie mam wyboru.. jutro godzina 8.00 na wszelki wypadek.. już wolę iść pierwsza! Na następny dzień obudziłam się z natłokiem myśli. Chora byłam przed weekendem, teraz czuję się już lepiej, jest wtorek. Co powiem doktorowi?

- No wie Pan, byłam chora, ale póki zdążyłam się zarejestrować, dostać się w ogóle na wizytę itp. zdążyło mi przejść. – Już widzę jego minę! No i nie byłam na studiach w poniedziałek i już ucieka mi wtorek, a nie mam zamiaru tracić swoich dozwolonych 2 nieobecności w semestrze! Musiałam pójść..

- Hm.. Tak więc jeszcze w niedziele miałam stan podgorączkowy, spuchł mi policzek, mam nadzieję, że to nie świnka, bo niedawno moja siostra w wieku przedszkolnym zaraziła mnie ospą.. Katar już mi przeszedł, ból gardła też.

- A gdzie Pani spuchło?

- No tu (pokazuję), nie pokażę się tak ludziom! – to drugie już myślę.

- Ja nic nie widzę.. ? (Teraz zastanawiam się, czy to nie było podejście psychologiczne.. Tak tak wygląda Pani jak burak, że Pani się nie wstydziła z domu wyjść! ;D) No i kobiety są bardzo wrażliwe na opinię faceta.. Chyba miał już jakieś przejścia..?

Potem standardowa procedura badania, trochę pytań, wypisanie zwolnienia, recepty i koniec..

I tak sobie myślę.. Fajnie mają ci lekarze zanim pacjent się do nich dostanie już pół roboty zrobione :P

Pozdrawiam, Lusia.